Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rum. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 grudnia 2013

Ciastka rumowe

Pierwszy z pomysłów na prezenty świąteczne. Kto by nie chciał dostać ciastek? Nie znam takich ludzi i nie chcę znać.
Przyniosłam je do pracy z okazji mikołajek (mikołajków?), a praca odwdzięczyła mi się wypuszczeniem mnie dwie godziny wcześniej do domu z powodu braku prądu w całej okolicy. To z kolei uratowało mnie przed staniem w jakichś niewiarygodnych korkach i umożliwieniem mi podziwiania śnieżycy z ciepłego domu. Dlatego uważam, że zawsze warto piec ciastka.

Na ok 40 sztuk:

  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej 
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka przyprawy do piernika
  • 150 g masła
  • 1/3 szklanki rumu
  • 1/2 szklanki rodzynek
  • 1 łyżka nalewki pomarańczowej / ekstraktu pomarańczowego / ekstraktu z wanilii
  • 1/2 szklanki cukru pudru + kilka łyżek do posypania
Rodzynki zalewamy rumem i dajemy im się pomoczyć przez godzinę.
Mąki, przyprawę do piernika i sól mieszamy.
Masło ucieramy z cukrem pudrem na gładko. Dodajemy do niego stopniowo rumu (na razie bez rodzynek) i po każdej dodanej porcji alkoholu mieszamy. Wlewamy ekstrakt lub nalewkę i miksujemy, miksujemy, do momentu uzyskania gładkiej masy. Wrzucamy rodzynki i suche składniki, następnie wyrabiamy ciasto, które dzielimy na 2 części. Z każdej z nich formujemy walec gruby na ok. 4 cm i chowamy do zamrażarki na 40 minut.
Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni (termoobieg). Walce kroimy na ok 5 mm plastry, wykładamy na blachę wyłożoną papierem i pieczemy 15 minut. 
Po wystudzeniu grubo posypujemy cukrem pudrem.



Inspiracja stąd.

piątek, 1 listopada 2013

Ciasto z tofu

Nie jestem maniaczką tofu, chociaż ilość przepisów na moim blogu, które je zawierają, może świadczyć o czymś innym. Dla mnie jest po prostu bez smaku, ale dzięki temu łatwo przyjmuje aromaty z zewnątrz, czyli to kolejny wegetariański kurczak ;)
Ale kiedy Anita powiedziała mi o swoim ulubionym chocolate tofu pie, nie mogłam nie wypróbować takiego przepisu. I chociaż byłam sceptyczna, to muszę przyznać, że gdybym nie wiedziała, że jest z tofu, to bym się nie domyśliła. Jak z resztą 5 osób, które to ciasto jadły. Ich strzałami były: ciasto z marcepanu, brownie i coś jak ser - no i w sumie to ostatnie prawie się zgadza.
Uwaga! jest bardzo sycące.
Inspiracja stąd.


  • 600 g naturalnego tofu (tego bez smaku)
  • 360 g gorzkiej czekolady
  • 100 g czekoladowych ciastek
  • 100 ml rumu (może być inny alkohol)
  • 50 ml e(k)spresso
  • 6-8 łyżek miodu (zależy, jaki jakie słodkie ciasto chcemy)
  • wiórki kokosowe do posypania
Sos owocowy:
  • 150-200 g owoców (mogą być mrożone, najlepiej czerwone, kwaskowe)
  • 4-5 łyżek cukru
  • 2 łyżki wody
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
Tofu trzeba przemielić. Można w maszynce do mięsa, można w malakserze. Czekoladę roztopić i wlać do zmielonego tofu. Miód upłynnić, jeśli nie jest płynny, i również wlać do tofu, tak samo rum i kawę, wymieszać. Wtedy prawdopodobnie się okaże, że wyszło nam coś bardzo rzadkiego i trzeba będzie poświęcić ciastka, które miały pójść na dno formy, i wsypać je (pokruszone) do masy.
Zaletą tego ciasta jest to, że nie zawiera jajek i można bez obaw próbować go przed skończeniem. To trochę też wada, bo zanim tofu przegryzie się z wszystkimi składnikami, ciasto wydaje się bez smaku i - przynajmniej ja tak robiłam - chcemy dodawać coraz więcej rumu i miodu. Ale bez obaw, jak włożymy ciasto do lodówki na co najmniej 3h, wszystko będzie dobrze. I do tego konsystencja zmieni się magicznie na bardzo zwartą, czego się możemy nie doczekać w przypadku tradycyjnego sernika.
Wracając do instrukcji - ciasto po wyrównaniu w formie posypujemy wiórkami, dajemy do lodówy, a potem najlepiej (według 80% ankietowanych, jeden Kuboosobnik uznał ten krok za zbędny) podać go z ciepłym sosem owocowym, który uzyskamy, kiedy do zagotowanego z wodą cukru (musi się rozpuścić) wrzucimy owoce, poczekamy, aż się rozmrożą lub tylko podgrzeją, jeśli nie były mrożone, a następnie dodamy mąkę ziemniaczaną rozmieszaną z niewielką ilością zimnej wody. Gotujemy do momentu zgęstnienia. 




poniedziałek, 7 października 2013

Muffiny truflowe

Miałam ochotę na coś z marcepanem i kakao.


Nie dostałam marcepanu. Ale dostałam za to suszone śliwki, migdały i rum. W sam raz na mgliste, jesienne wieczory. To w ogóle hańba, że musiałam kupić rum za fortunę, skoro u Kuby w lodówce stoi jeszcze pół butelki mojego tuziemskiego. Trudno. Jeszcze większą hańbą jest to, że zaginęła mi jedna silikonowa foremka do babeczek i nie wiem nawet, kogo za to ukarać.

Na 12 sztuk:

  • 1 szklanka mąki
  • 0,5 szklanki kakao
  • 1 szczypta soli
  • 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 0,5 łyżeczki sody
  • 2/3 szklanki cukru
  • 1 jajko
  • 2/3 szklanki mleka
  • 60 g gorzkiej czekolady, roztopionej
  • 1/4 szklanki oleju
  • 100 ml rumu
  • 24 suszone śliwki
  • garść płatków migdałowych.
Śliwki zalać rumem i odstawić na min. godzinę do namoczenia.
Mąkę, kakao, sól, proszek i sodę wymieszać. W osobnym naczyniu wymieszać składniki mokre i cukier. Połączyć zawartość obu naczyń i dolać do nich 2/3 rumu spod śliwek (reszta może być prądem do herbaty). Do wyłożonych papilotkami foremek powkładać po 2 śliwki, przykryć je ciastem i posypać płatkami migdałowymi.

Piec 15-20 minut (tak gadam, ale i tak sugeruję się tylko suchością patyczka) w 180 stopniach z termoobiegiem.



drukuj