Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na słodko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na słodko. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lipca 2015

Zupa nic

Wspomnienia mam z nią upalne i beztroskie. Mama robiła ją nam z okazji dnia dziecka albo innej ważnej uroczystości, typu początek wakacji.
Przez to, że nazywała się zupą, nie rozumiałam, dlaczego nie jemy jej na pierwsze danie (gdyby mi wtedy pozwolili, jadłabym ją zamiast wszystkich dań obiadowych, kolacji i śniadania, chociaż pewnie tylko przez jeden dzień wytrzymałabym na tej diecie), i nie rozumiałam, dlaczego tak rzadko się u nas pojawiała.
No cóż, teraz rozumiem to tylko trochę. Jeśli nigdy jej nie jedliście, to koniecznie naprawcie to nieporozumienie. A jeśli już ją znacie - właśnie teraz jest idealna pogoda na przypomnienie sobie tego boskiego smaku :)

Na 6 porcji z małą dokładką dla kucharki:
  • 1 l mleka 3,2%
  • 250 ml śmietanki 18%
  • 4 jajka (białka i żółtka osobno)
  • szczypta soli
  • 1 laska wanilii
  • 1/2 szklanki cukru
Zagotowujemy mleko razem ze śmietanką.
Ucieramy żółtka z połową cukru i odstawiamy na bok. Białka ubijamy z solą na sztywną pianę, na koniec dodajemy pozostały cukier i ubijamy, aż się rozpuści. Pod gotującym się mlekiem zmniejszamy płomień, a do samego mleka łyżką nakładamy ubitą pianę z białek - tak, żeby powstały nam białkowe chmurki. Gotujemy każdą chmurkę (po 5-6 na raz) z obu stron ok. 30 sekund (aż będą sztywne i zwarte) i wyciągamy łyżką cedzakową. Odkładamy na bok. Po skończeniu gotowania chmurek, wrzucamy do mleka ziarna wyskrobane z laski wanilii oraz samą laskę. Gotujemy tak przez 5 minut, po czym wyciągamy strąk i nalewamy 3-4 łyżki gorącego mleka do wcześniej utartych żółtek, szybko mieszając. Przelewamy rozrzedzone żółtka do garnka z gotującym się mlekiem, ciągle mieszając trzepaczką. Gotujemy parę minut, tylko do lekkiego zagęszczenia zupy, i zdejmujemy z ognia. Odstawiamy do zupełnego wystygnięcia, a następnie na godzinę do lodówki. Po przelaniu do naczyń przykrywamy gęsto chmurkami.



 Stołówka poleca:

niedziela, 15 lutego 2015

Owsiane racuchy

W opozycji do tłustych ostatków i do ostatniego mojego przepisu, dietetyczno-bezcukrowo-beztłuszczowymi racuchami zawiadamiam, że nie umarłam. Do kompletu modnych ostatnio przymiotników brakuje im tylko bezglutenowe i wegańskie, ale nie wymagajcie tego ode mnie w jednym przepisie, i tak dużym osiągnięciem było dla mnie wyzbycie się tłuszczu i cukru :)
Bardzo dobre na zimno i ciepło i dają to miłe poczucie, że się zrobiło coś dobrego dla wątroby.

Na ok. 10 placków

  • 2 jajka
  • 2 jabłka 
  • 3/4 szklanki (lub nieco więcej - w zależności od tego, jak duże były jajka i jabłka. Ciasto musi być gęste) błyskawicznych płatków owsianych
Jabłka umyć (koniecznie), obrać (niekoniecznie) i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Dodać jajka (umyte i rozbite), owies, dobrze wymieszać, odstawić na 10 minut,  żeby płatki wciągnęły wilgoć.
Rozgrzać nieprzywierającą patelnię, łyżką nakładać placki o średnicy 8-10 cm i grubości około 1 cm. Smażyć po 1-2 minuty z obu stron (aż będą rumiane), podawać np. z takim jogurtem:
  • 1 mały kubeczek naturalnego jogurtu
  • 10 suszonych śliwek
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
Śliwki pokroić w paski, dodać do jogurtu. Przyprawić cynamonem  i wymieszać. (Najlepszy jest, jak się przegryzie przez pół godziny, true story).



sobota, 24 stycznia 2015

Sernik czekoladowo-pomarańczowy

Karnawał jest, jest też imperatyw jedzenia słodyczy.
Jeżeli - tak jak ja - nie mieliście żadnych noworocznych postanowień, a już zwłaszcza takich dotyczących odżywiania, zapraszam na ciasto sycące i ciężkie jak trufla, o intensywnym smaku czekolady z pomarańczami. A potem idźcie na pilates.

  • 1 opakowanie owsianych ciasteczek ze znanej i cenionej portugalskiej sieci sklepów
  • 250 g serka typu włoskiego z tej samej sieci
  • 250 g półtłustego twarogu
  • 250 g mascarpone
  • 150 g gorzkiej czekolady
  • 2 łyżki kakao
  • skórka i sok z 1 pomarańczy
  • 3 jajka
  • 1 szklanka cukru pudru
  • plasterki pomarańczy do dekoracji
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Ciasteczka mielimy w blenderze na piasek (lub bezpardonowo miażdżymy je wałkiem). Wysypujemy nimi tortownicę o średnicy 20cm, wcześniej wykładając jej dno papierem pieczeniowym.
Nagrzewamy piekarnik do 140 stopni.
Serek typu włoskiego oraz twaróg wkładamy do miski i blenderem miksujemy je na gładki krem. Musi być naprawdę gładki, bo po dodaniu czekolady każda niezmielona grudka będzie na nas łypać białym okiem.
A właśnie - czekolada. Rozpuszczamy ją w kąpieli wodnej (po raz pierwszy naprawdę na coś przydał się garnek do gotowania mleka, który kupiłam ze 2 miesiące temu w bdr i okazał się być zdekompletowany - nie miał gwizdka. Ale do kąpieli wodnych dla czekolad nadaje się świetnie) i dodajemy 2 łyżki kakao.
Do zmiksowanych twarogów dodajemy mascarpone i jeszcze raz całość traktujemy kilkoma seriami blendera. Dolewamy czekoladę, sok z pomarańczy i jajka. Na koniec dodajemy skórkę i cukier puder i delikatnie mieszamy - nie chcemy zbytniego napowietrzenia masy.
Gotową sernikową mieszankę przelewamy na spód z ciastek i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 45 minut w 140 stopniach, a potem jeszcze drugie 45 w 110, aż całość będzie się trząść jak galareta, ale nie będzie pływająca (może to u Was zająć mniej lub więcej czasu, niż u mnie, każdy piekarnik ma swoje widzimisię) .Wyłączamy piekarnik i studzimy sernik przy uchylonych drzwiczkach. Kiedy ciasto jest już zupełnie zimne, wstawiamy je na 3-4 godziny (lub więcej) do lodówki. Dekorujemy półplasterkami pomarańczy według uznania.



poniedziałek, 17 listopada 2014

Sernik waniliowy z solonym karmelem

Mieszkam w lesie już 4 miesiąc.
Czwarty miesiąc testuję stary piekarnik, taki bez bajerów, bez termoobiegu, bez kombinacji że góra z rusztem albo dół z bokiem; właściwie testujemy się nawzajem, on - moją cierpliwość (ile razy w ciągu pieczenia jednego placka będzie mi się chciało wciskać wywalone korki), ja - jego wytrzymałość.
Przy pieczeniu pierwszego ciasta byłam załamana, kiedy po półtorej godziny wyciągnęłam niemal luźną masę. Wtedy z przykrością skonstatowałam, że nie ma co ryzykować z bezą czy sernikiem, bo za dużo energii (własnej i elektrycznej) i pieniędzy (z powodu energii również) musiałoby się zmarnować. Ale w ten weekend nie mogłam już dłużej udawać, że nie ssie mnie sernikowy głód.
Dobrze czasem pójść za głodem :) wyszedł mi najrówniejszy i najdelikatniejszy sernik (z tych pieczonych) w życiu. 
Uf, chyba jednak będziemy żyć w zgodzie.

Na formę o średnicy 20 cm:
  • 1 opakowanie (210 g) ciastek owsianych z bdr
  • 500 g tłustego twarogu (trzeba go będzie zmielić. Nie martwcie się, jeśli nie macie maszynki do mięsa, ja też nie - użyłam blendera)
  • 500 g mascarpone
  • 200 ml kremówki
  • 4 jajka
  • 1 i 1/3 szklanki cukru pudru
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego lub ziarna z 1 laski wanilii
Karmel:
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 łyżka wody
  • 1 łyżka masła
  • 120 ml kremówki
  • szczypta soli
Ciastka kruszymy na piasek - można to zrobić blenderem albo wałkiem. Rzeczonym piaskiem zasypujemy dno tortownicy, uprzednio wyłożone papierem do pieczenia. Wyrównujemy i zostawiamy na potem.
Składniki na masę powinny być w temperaturze pokojowej.
Twaróg, jak już wspomniałam, mielimy lub blendujemy tyle razy, żeby nie było w nim żadnych grudek. łączymy go ze śmietanką i mascarpone, dodajemy całe jajka, przesiany cukier i ekstrakt / ziarna wanilii. Mieszamy delikatnie, żeby powstała gładka masa, ale nie chcemy też niepotrzebnie jej napowietrzać, żeby potem sernik nie rósł i w konsekwencji - nie opadał.
Gotową masę serową przelewamy na dno z ciasteczek i wstawiamy na środkową półkę piekarnika nagrzanego do 150 stopni (bez termoobiegu). Pieczemy tak przez godzinę (sprawdzajmy co jakiś czas, czy się nie za bardzo przypieka - jeśli tak, na najwyższą półkę piekarnika wsuwamy taką dużą, płaską blachę, która jest w zestawie każdego piekarnika), potem zmniejszamy temperaturę do 120 stopni i pieczemy kolejną godzinę lub do czasu, kiedy sernik będzie wyraźnie ścięty (potrząsając foremką łatwo to sprawdzić - będzie się tylko trochę trząsł, ale nie będzie się rozlewał na boki). Zostawiamy go do wystygnięcia w uchylonym piekarniku. Kiedy będzie zimny, przekładamy go do lodówki na całą noc.
Przed podaniem polewamy karmelem:
Cukier wsypujemy do rondelka, dodajemy łyżkę wody i mieszamy. Stawiamy na małym ogniu i - już nie mieszając - czekamy, aż zbrązowieje. Kiedy to nastąpi, dodajemy masło i śmietankę (ostrożnie, będzie pryskać) i dosypujemy soli. Po 2-3 minutach całość powinna ładnie zgęstnieć, wtedy zdejmujemy z ognia i czekamy, aż trochę przestygnie. polewamy na wierzchu sernika.


 Przed polaniem karmelem. Musiałam się pochwalić, bo tak gładka powierzchnia sernika jeszcze mi nigdy nie wyszła ;)







niedziela, 2 listopada 2014

Ciasto dyniowe z polewą kawową

Dawno mnie tu nie było, wiem. Przepraszam, ale krótkie dni i mgły nie motywują mnie do niczego.
Stwierdziłam jednak, że takie podnoszące na duchu ciasto musi się tu szybko znaleźć, na wypadek, gdyby był ktoś jeszcze tak jak ja uczulony na szarugę i zimno.
No to dyktuję, a potem wracam pod koc.

Na blachę o wymiarach 25x20cm:
  • 1 szklanka puree z dyni (upieczoną lub ugotowaną w niewielkiej ilości wody i odcedzoną dynię należy porządnie zblendować i w ten magiczny sposób otrzymujemy puree z dyni)
  • Sok i skórka starta z 1 pomarańczy
  • 1 cm imbiru, startego
  • 3 jajka (białka i żółtka osobno)
  • 180 g roztopionego masła
  • 1 szklanka cukru
  • 2 szklanki mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
Na polewę:
  • 60 ml espresso (naprawdę tak to się pisze i wymawia)
  • 180 g białej czekolady
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni (bez termoobiegu)
Puree łączymy z sokiem i skórką pomarańczową, imbirem, połową cukru, masłem i żółtkami. Dobrze mieszamy.
Białka ubijamy na sztywno, na sam koniec dodajemy resztę cukru i ubijamy do czasu, aż cukier się rozpuści. Do piany przesiewamy stopniowo mąkę z proszkiem - nie wrzucajmy wszystkiego na raz, o ile nie chcemy uzyskać kluchy. Kiedy przesiejemy pół szklanki, delikatnie mieszamy łyżką, żeby połączyć białka z mąką, następnie kolejne pół szklanki mąki - i w tym momencie zacznie robić się gęsto, więc dodajemy ok. pół szklanki dyniowej mikstury, żeby można było dalej bez problemu mieszać. Dodajemy resztę mąki i delikatnie łączymy mieszankę białkową z mieszanką dyniową.
Przelewamy ciasto do wysmarowanej masłem foremki, pieczemy przez ok. 40 minut (do suchego patyczka).
Ostudzone ciasto polewamy polewą:

Espresso przelewamy do rondelka, wrzucamy połamaną czekoladę i całość podgrzewamy, aż czekolada się rozpuści. Gotujemy ok. 5-10 minut ciągle mieszając, żeby nieco wody odparowało i całość ładnie zgęstniała. Przestudzonym, ale płynnym sosem polewamy ciasto.








poniedziałek, 13 października 2014

Tarta jabłkowo-orzechowa

Idziemy za ciosem z jabłkami. Naprawdę udana rzecz na udaną jesień. Nie jest najszybsza, ale wieczory teraz takie długie.... Gdybym nie musiała siedzieć w pracy do zachodu słońca, to przycupnęłam sobie teraz na moim czerwonym od liści tarasie z herbatą i tartą właśnie.
Czy mówiłam już, że życie w lesie jest najlepsze?

Na ciasto:
  • 180 g zimnego masła
  • 200 g mąki
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 80 ml lodowatej wody
  • + nieco mąki do podsypania
  • + 1 żółtko i 2 łyżki mleka do posmarowania

Mąkę i sól przesiewamy. Wkrawamy małe kosteczki masła i ugniatamy palcami, aż zrobi się mieszanka o strukturze drobnej kruszonki. Dolewamy stopniowo wody i zagniatamy, następnie chowamy do lodówki na 20 minut. Po tym czasie wyciągamy ciasto, delikatnie podsypujemy mąką i rozwałkowujemy je mniej więcej w prostokąt. Składamy ciasto na trzy części (jak na zdjęciu) i rozwałkowujemy ponownie na prostokąt. Obracamy o 90 stopni, składamy raz jeszcze i wałkujemy. Ostatni raz (w tej rundzie) składamy boki do środka i chowamy do lodówki na pół godziny. Po tym czasie znowu powtarzamy dwa obroty z wałkowaniem i odstawiamy do lodówki na 30 minut.



Jabłkowe nadzienie:
  • 5 jabłek
  • 4 łyżki cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżka masła
Jabłka obieramy, usuwamy z nich gniazda nasienne i kroimy w małą kostkę. Wrzucamy do garnka z dodatkiem masła, cukru i cynamonu, dusimy przez 5-7 minut, od czasu do czasu mieszając.


Orzechy:
  • 100 g orzechów laskowych
  • 4 łyżki cukru
  • 1 łyżka wody
Cukier wsypujemy na suchą patelnię. Dolewamy wodę, czekamy, aż wsiąknie w cukier (możemy pomóc trochę mieszając łyżką) i na małym ogniu przygotowujemy karmel - teraz już nie mieszamy.
Orzechy siekamy niezbyt drobno. Kiedy cukier jest całkowicie rozpuszczony i złotobrązowy, wrzucamy nań orzechy, dobrze pokrywamy je karmelem i trzymamy na małym ogniu jakieś 2 minuty. Odkładamy.

Ciastem wykładamy dno i boki formy na tartę o średnicy 28-30 cm. Jeśli zostaną nam skrawki, możemy z nich zrobić paski i udekorować później wierzch.
Spód z ciasta podsypujemy równomiernie łyżką mąki, żeby związała ewentualny sok jabłkowy. Wykładamy podduszone jabłka, na wierzch rzucamy skarmelizowane orzechy. Przykrywamy paskami ciasta, które przylepimy do boków, jeśli posmarujemy je żółtkiem z mlekiem. Z wierzchu również smarujemy taką mieszanką, żeby upiekło się na złoto.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na 30-40 minut.






środa, 8 października 2014

Tarta z jabłkami i marcepanem

Na wielu blogach znajdziecie tartę w tym kształcie pod hasłem "rustykalna tarta z..", ale, sorry, mi taka pretensjonalna nazwa nie przejdzie przez gardło.
Śmieszny placek, do upieczenia którego nie trzeba formy, ale za to przydałby się wałek. Ewentualnie butelka wina.
Zróbcie koniecznie. Na złość Putinowi.

Ciasto:
  • 1,5 szklanki mąki
  • 100 g zimnego masła
  • 3 łyżki zimnej wody
  • spora szczypta soli
  • 3 łyżki cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu
Mąkę, cukier, cynamon i sól mieszamy. Wkrawamy zimne masło, wlewamy wodę i wyrabiamy jednolite ciasto - nie za długo, żeby się niepotrzebnie nie ogrzało. Wkładamy do lodówki na 30 minut.
W tym czasie przygotowujemy nadzienie:
  • 4 jabłka
  • 100 g marcepanu (zamrożonego)
  • 2 łyżki masła (zamrożonego)
  • 3 łyżki cukru
  • 1 łyżka mąki
Jabłka obieramy i wykrawamy gniazda nasienne. Kroimy w plasterki. Zasypujemy je 2 łyżkami cukru i odstawiamy.

Ciasto wyjmujemy z lodówki i rozwałkowujemy je w kształt mniej więcej okrągły pomiędzy dwoma arkuszami papieru do pieczenia na grubość ok. 2-3mm. Nie odkrawamy nierównych krawędzi, tak ma być :) zdejmujemy górny papier i przenosimy ciasto na blaszkę.
Posypujemy je mąką i pozostałą łyżką cukru, zostawiając jakieś 3-4 cm marginesu od brzegu. Na powierzchnię posypaną mąką kładziemy jabłka, na górę heblujemy hebelkiem lub obieraczką do warzyw marcepan. Na samą górę ścieramy na tarce o grubych oczkach zamrożone masło. Boki tarty podnosimy i "otulamy" nimi jabłka.
Pieczemy w 190-200 stopniach przez 30-40 minut, aż ciasto zbrązowieje.






poniedziałek, 1 września 2014

Babeczki czekoladowo-malinowe

Czekoladowe muffiny z kawałkami czekolady to taki klasyk klasyków, że sama się dziwię, że do tej pory nie ma ich na blogu.
Nie ma i póki co - nie będzie, bo latem (tak, jeszcze latem, chociaż lejący od dwóch dni deszcz o tym nie świadczy) nie mogę się powstrzymać, żeby do wypieków nie dorzucić owoców. I raczej źle na tym nie wychodzę.
P.S. Jeśli tuż przed rozlaniem ciasta do foremek zorientujecie się, że w domu brak któregoś ze składników, dajmy na to masła, rozejrzyjcie się po lodówce (o ile macie w niej światło. ja nie mam i ciężko coś znaleźć), może czymś da się je zastąpić. Takim chociażby mleczkiem kokosowym. Może Wam wyjść coś całkiem ciekawego.
Polecam.

Na 18 sztuk:
  • 250 g mąki
  • 100-120 g cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao
  • 100 g białej czekolady
  • 100 g mlecznej
  • 1 szklanka malin
  • 300 ml maślanki
  • 2 wesołe jajka
  • 70 g masła
  • 1/4 puszki mleczka kokosowego (tylko gęsta część)*
Suche składniki wymieszać w jednym naczyniu, mokre w drugim. Czekolady posiekać, a maliny umyć i osuszyć.
Połączyć suche z mokrymi, dodać posiekane czekolady i maliny, delikatnie wymieszać. Przełożyć do wyłożonych papilotkami foremek, do 3/4 wysokości. Piec w 190-200 stopniach przez ok. 25-30 minut (ale sprawdźcie patyczkiem wcześniej, mój piekarnik piecze wyjątkowo długo).

*Jeśli nie chcecie specjalnie kupować mleczka kokosowego, dodajcie 30 g masła więcej. Smaku kokosów i tak nie czuć w tych babeczkach, ale były bardzo wilgotne.






środa, 27 sierpnia 2014

Śliwkowy z marcepanem

Sierpień, powinnam korzystać z ostatnich ciepłych dni, siedzieć na moim nowym tarasie i wygrzewać się, patrząc na jeszcze zielone brzozy i lipy.
Ale to już chyba jesień, deszcz, kaloryfery zaczęły być ciepłe, a lipy żółte. Jedyna pociecha w śliwkach i malinach. I w tym, że teraz mieszkam w lesie (chociaż trochę to na wsi), a mieszkanie w lesie wygrywa z każdą rzeczą, która mogłaby chcieć mnie przygnębiać.
Zmodyfikowałam zeszłoroczny przepis - marcepan uszlachetnia wszystko, czego dotknie. Enjoy.

Na okrągłą blachę 22-25 cm:

  • 3 szklanki mąki
  • 4 jaja
  • 160 g masła
  • 1,5 szklanki cukru
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 15 śliwek
  • 200 g marcepanu
Masło kroimy w kostki, wrzucamy do mąki razem z jajami, cukrem, proszkiem, mieszamy. Dodajemy sok z cytryny na końcu, żeby proszek nie zaczął za szybko reagować.
Wykładamy ciasto na wyłożoną papierem tortownicę, na wierzchu układamy przepołowione śliwki, przecięciem ku górze. Marcepan wkładamy do zamrażarki, a blachę z ciastem do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.
Niektóre piekarniki nie są jednak tak łaskawe i trzeba będzie nagrzać je do 200. I zamiast planowanych 40 minut, ciasto będzie się piekło 1,5 godziny. Niestety, własne mieszkanie oznacza czasem również trochę zdezelowany sprzęt kuchenny.
Na 10 minut przed końcem pieczenia rozkładamy na całej powierzchni płatki z marcepanu (dlatego go zamrażaliśmy - żeby łatwiej było z niego strugać listki hebelkiem do sera lub obieraczką do pyrów).






Bonusowo mój bukiet Matkobożozielny. Byłam z niego nadzwyczaj dumna.




niedziela, 20 lipca 2014

Sernik czekoladowy (na zimno)

W zeszłym roku przed wyjazdem na urlop zostawiłam Wam przepis na najlepszy sernik na zimno (który nota bene chłodzi się teraz w piwnicy i czeka na borówki).
Od jutra przez 9 dni będę się żywić wyłącznie pörköltami, palacsintami i sączyć naprzemiennie bodzę i tokaj, ale żebyście nie płakali, że Was tam nie będzie, zostawię Was z przepisem na bardzo sycący, kremowy jak lody i ultraczekoladowy sernik. Na zimno, bo kto by piekł w taki upał. Na pewno nie ja.

Na tortownicę o średnicy 20 cm:

  • 500 g ricotty
  • 500 g mascarpone
  • 300 g gorzkiej czekolady (min. 70% kakao)
  • 2/3 szklanki cukru pudru
  • 2 łyżki ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżki kakao
  • 1 łyżka masła
  • 300-400 g owoców
Spód:
  • ciastka owsiane znanej i cenionej marki biedra.
Ricottę odsączyć na sitku wyłożonym gazą / ściereczką (czystą!), przykryć talerzykiem i docisnąć czymś ciężkim, np. słoikiem z wodą. Po min,. 3 godzinach (a najlepiej po całej nocy) taką ricottę wymieszać z mascarpone oraz rozpuszczoną wcześniej czekoladą z dodatkiem masła, kakao i cukru. Dodać ekstrakt waniliowy i przełożyć do tortownicy na spód z pokruszonych ciastek. Schłodzić w lodówce przez noc, udekorować dowolnymi owocami (najlepiej jakimiś czerwonymi).


wtorek, 10 czerwca 2014

Tarta waniliowa z rabarbarem

Okazało się, że rabarbar jest godny mojej uwagi. 
Okazało się nawet, że połączenie drożdży z rabarbarem zasługuje na uznanie! Drożdżówki z tego przepisu były przeciwieństwem tego, co sądzę o standardowym placku drożdżowym z rabarbarem - były wilgotne, słodko-kwaśne i pyszne.
Ale tarta jeszcze lepsza, choć pierwotnie chciałam ją mieć na kruchym spodzie, ale oszołomiona ilością niepotrzebnych rzeczy w Lidlu zapomniałam kupić masło. Na szczęście w zamrażarce był rulonik francuskiego, uf. Nawet lepiej, szybciej wyszło, chociaż pełen zdań wtrąconych przepis może sugerować, że wykonanie tarty będzie się dłużyć. Nic podobnego.
  • 1 płat ciasta francuskiego
  • 400 ml kremówki
  • 4 jajka
  • 80 g cukru
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
Na rabarbarową konfiturę
  • 500-600 g rabarbaru
  • 100 g cukru
  • 2 łyżki wody
Ciastem francuskim wylepiamy formę (jeśli forma jest okrągła, to trochę się pomęczycie, ale uda się, serio). Nakłuwamy ciasto na całej powierzchni i pieczemy w 180 stopniach przez ok 15 minut (aż zacznie brązowieć). Po wyjęciu z piekarnika nakłuwamy ponownie, żeby zrobić miejsce na masę budyniową.
Jajka mieszamy z cukrem, dodajemy mąki i miksujemy. Na koniec dolewamy kremówkę  ekstrakt i mieszamy do połączenia. Waniliową miksturą zalewamy podpieczone ciasto i wkładamy na ok 30-40 minut (trzeba będzie sprawdzić, czy budyń się ściął, potrząsając foremką) do piekarnika (ta sama temperatura).
Po upieczeniu studzimy i przykrywamy konfiturą rabarbarową, ale najpierw trzeba ją przygotować. W związku z tym w rondlu mieszamy cukier z wodą (nie ma co liczyć, że w takiej ilości zimnej wody cukier się rozpuści, ale ma trochę nasiąknąć). Podgrzewamy na średnim ogniu (bez mieszania już), aż zacznie robić się złotobrązowy i wtedy wrzucamy pokrojony w trzycentymetrowe kawałki rabarbar (nie trzeba obierać, wystarczy dobrze wyszorować). Nie szkodzi, jeśli w tym momencie rabarbar pokryją cukrowe grudki; jeśli będziemy mieszać energicznie przez ok 5 minut, powinny się rozpuścić. Trzymamy na ogniu do czasu, aż rabarbar (użyłabym synonimu, ale nie wiem, czy to owoc? warzywo? łodyga?) zmięknie, a sok odparuje i zgęstnieje.








niedziela, 25 maja 2014

Ciasto rabarbarowo-marcepanowe

Kto lubi rabarbar, ręka w górę.
Ja nie przepadam, może przez skojarzenie z suchym ciastem drożdżowym z kruszonką i kwaśnym rabarbarem właśnie, chociaż znam ludzi, dla których to najlepszy na świecie wypiek. Niestety, do mnie nie przemawia taka forma, więc postanowiłam zrobić coś niesuchego i niekwaśnego. To znaczy - rabarbar zawsze będzie kwaśny, taki już jest i szanujmy go. Ale ciasto nie musi być, jeśli dodamy doń marcepanu, a jeszcze jeżeli nawilżymy maślanką, to nie będzie też suche! Bardzo majowe ciasto, polecam.


  • 3 jaja
  • 1 szklanka cukru
  • 1/3 szklanki oleju
  • 1/2 szklanki maślanki 
  • 1/2 szklanki jogurtu greckiego
  • 2,5 szklanki mąki pszennej 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody
  • 500 g rabarbaru
  • 200 g marcepanu
Rabarbar obrać, pokroić w 2-3cm kawałki, zasypać dwiema łyżkami cukru i odstawić.
Jaja utrzeć z cukrem do białości, następnie dodać oleju, maślanki i jogurtu, zmiksować. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i sodą wprost do mokrych składników, dobrze wymieszać.
Ciasto przelać na sporą blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Marcepan pokroić na cienkie - ok. 2-3mm - kawałki (kwadraty na ten przykład), poukładać na całej powierzchni ciasta. Rabarbar odsączyć z soku, który puścił po zasypaniu cukrem, porozrzucać równomiernie po cieście.
Piec w 180 stopniach przez 20-30 minut (do suchego patyczka).
Wystudzony można posypać cukrem pudrem.





niedziela, 4 maja 2014

Popovers

Czyli pieczone ciasto naleśnikowe, które rośnie jak głupie, mimo braku środków spulchniających. Szczerze mówiąc, byłam nieco sceptyczna, kiedy wlewałam w foremki rzadką miksturę. W końcu nawet nie ubijałam białek, co więcej - najpierw zupełnie zapomniałam o mleku, więc musiałam je dodać do kluski, która zrobiła mi się z mąki i jaj, i sprawić, żeby całość miała jednolitą strukturę. Ale nie z takich opresji wychodziłam ;)
O samych ciastkach (choć to dość mylące określenie) mogę powiedzieć, że są w porządku. Bardziej od samej konsumpcji cieszył mnie proces pieczenia... Za to na pikniku sprawdziły się wspaniale.
Takie trochę ptysiowe, koniecznie trzeba je jeść z jakimś dodatkiem. Ja miałam ponoć bardzo typowy hamerykański dodatek - apple butter, który, jak nazwa wskazuje, jest powidłami z jabłek ;)
Dobre są też na słono, o czym za moment.

Na 9 ciastek:

  • 2 jajka
  • 3/4 szklanki mąki
  • 1/2 szklanki mleka
  • 3-4 łyżki roztopionego masła
  • 0,5 łyżeczki soli
Opcjonalnie do wersji słodkiej:
  • 1 łyżeczka cukru + 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
Opcjonalnie do wersji słonej:
  • 1 łyżeczka ulubionych ziół + 3 łyżki startego sera, np. grana padano
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Wrzucamy je do jednego naczynia i miksujemy do gładkości. Przelewamy do kokilek lub foremek na muffinki (mogą być sylikonowe) do 3/4 wysokości. Przez pierwsze 13 minut pieczemy w 210 stopniach (termoobieg), następne 13 minut dajemy na 180. Jemy od razu.




A tak wyglądały jeszcze w piekarniku:


wtorek, 29 kwietnia 2014

Tort orzechowy (babciny)

Wypiek wszech czasów. Żadna pavlova ani sernik nie mogą się z nim równać. I skoro czytacie takie słowa u mnie, to znaczy, że tort orzechowy musi być absolutnym królem wszystkiego.
Autorka przepisu, a prywatnie moja osobista babcia Kazia, spróbowawszy mojej wczorajszej interpretacji tej receptury, przymknęła oczy i z aprobatą kiwnęła głową. Uf, czyli jednak mogę dalej nazywać się jej wnuczką :)

Zdecydowanie nie jest to przepis na czas wojny ani tym bardziej na czas diety - tuzin jaj w samym biszkopcie i pół kilograma orzechów sprawią, że portfel sporo schudnie, a dupsko zgrubnie (niestety nie na odwrót), choć i tak oryginalny przepis "odchudziłam", używając mascarpone zamiast masła.
Ale trzeba go spróbować przynajmniej raz w życiu, nie będziecie rozczarowani.

Na formę o średnicy 25 cm:

  • 12 żółtek
  • 10 białek + szczypta soli
  • 200 g cukru
  • 250 g zmielonych orzechów włoskich
  • 4 łyżki bułki tartej.
Żółtka ucieramy z cukrem, aż osiągną jasną, puszystą strukturę. Białka z solą ubijamy na sztywno.
Do żółtek dodajemy bułkę i orzechy, mieszamy do połączenia się składników, następnie delikatnie i stopniowo dodajemy do mieszaniny pianę z białek. Ciasto przelewamy do tortownicy wyłożonej papierem i pieczemy przez ok 50 min. (lub do suchego patyczka) w piekarniku nagrzanym do 165 stopni (góra-dół, termoobieg, a bez niego 180). Po 35 minutach po raz pierwszy dźgamy patyczkiem w sam środek, do dna.
Uwaga: jeśli biszkopt zbyt szybko zacznie się rumienić z góry, możemy albo przykryć go folią aluminiową (ale wtedy przy opcji z termoobiegiem będzie ona fruwała po piekarniku), albo na samą górną półkę piekarnika włożyć blaszkę, która była w komplecie z piekarnikiem (chodzi o to, żeby całą powierzchnią odgradzała grzałkę od ciasta). Jeżeli włączymy grzanie na sam dół, wtedy zacznie się palić od spodu i już w ogóle nie ogarniemy kataklizmu. Po upieczeniu bierzemy ciasto (jeszcze w formie) i ćpamy nim o podłogę z wysokości ok. 80 cm. Wkładamy do uchylonego piekarnika i pozwalamy mu tam ostygnąć, następnie wyjmujemy je z formy i studzimy na kratce do ciast.

W czasie, kiedy piecze się biszkopt, przygotowujemy masę:

  • 2 całe jajka
  • 250 g mascarpone
  • 250 g zmielonych orzechów włoskich
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (opcjonalnie)
  • 1 łyżka mąki
Jajka przelewamy wrzątkiem (jeszcze w skorupkach, a nie że rozbite w misce polewamy wrzącą wodą, jasne?), następnie wbijamy je do naczynia i dodajemy cukier. Naczynie z kolei kładziemy na garnku do połowy zalanym (chciałam napisać wypełnionym, ale czy można coś wypełnić do połowy?) wrzątkiem. Całą instalację stawiamy na ogniu i energicznie ucieramy jajka z cukrem, aż do osiągnięcia puszystej, jasnej masy (ok. 5-7 minut). Do jaj wrzucamy zmielone orzechy, ekstrakt i mąkę, dokładnie mieszamy, a kiedy całość wystygnie, dodajemy mascarpone i mieszamy do połączenia się wszystkiego. Zostawiamy na min. pół godziny.

Do namoczenia:
  • pół filiżanki mocnej herbaty, ostudzonej
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

Zimny biszkopt przekrawamy na pół (lub na 3, jednak kremu wystarcza raczej na 2 blaty). Placki nasączamy mieszanką herbaty i wanilii.
Każdą część smarujemy kremem, górę i boki również. Dekorujemy wg uznania.

Najlepszy na drugi dzień.





drukuj