Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 sierpnia 2014

Paprikás krumpli - paprykowane ziemniaki

Dziwię się, że tego pysznego (i jakże nieskomplikowanego) eintopfu jeszcze nie było na blogu. Ale dzięki temu, że robię go po przyjeździe z wakacji, mam okazję zaprezentować go Wam z dodatkiem najprawdziwszej paprykowanej kiełbasy, której próżno szukać u polskich rzeźników. A z taką wędliną smakuje sto razy lepiej, niż jakąkolwiek inną. Więc jeśli kiedyś traficie na festiwal smaku lub targi, na których będą wystawiać się węgierscy producenci, koniecznie kupcie chociaż dwie ostre kiełbaski. No już nie wymagam, żeby od razu były z mangalicy, wystarczy, że będą miały ten piękny kolor i zapach i zrozumiecie, o czym mówię.

Na 2 porcje:


  • 3 duże ziemniaki
  • 1 cebula
  • 2 paprykowane, ostre wędzone kiełbasy*
  • 2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
  • 3-4 łyżki przecieru pomidorowego
  • 1-1,5 szklanki wody
  • sól
  • pietruszka
  • (opcjonalnie) kminek
  • olej do smażenia

*Jeśli nie znajdziecie paprykowanych kiełbas, możecie dać zwykłe, ale do potrawy dodajcie też łyżeczkę ostrej pasty paprykowej lub suszonej ostrej papryki

Ziemniaki obieramy, myjemy i kroimy w półplasterki o grubości 0,5 cm. Cebulę również kroimy w półplasterki, kiełbasę natomiast w normalne plastry.
Rozgrzewamy olej w rondlu lub garnku. Na gorący wrzucamy cebulę, czekamy aż się zeszkli, po czym zdejmujemy z ognia i posypujemy papryką. Dodajemy kiełbasę, przecier i wodę, stawiamy z powrotem na ogniu, solimy i gotujemy pod przykryciem, aż ziemniaki zmiękną. Na koniec posypujemy pietruszką i kminkiem. Podajemy z białym chlebem, którego grubymi pajdami dokładnie wyczyścimy talerz z sosu.



wtorek, 17 czerwca 2014

Pulpety jaglane

Z sosem szparagowym, pieczonymi pyrkami i surówką z młodej kapusty. Turbowiosna, mimo że już prawie lato.
Kasza jaglana niesamowicie dobrze się klei, nie trzeba do niej dodawać jajka ani skrobi, a najlepsze jest to, że jak pulpety chwilę odstoją, to robią się jeszcze bardziej sprężyste i zwarte!
Pyrów nie muszę chyba zachwalać, ich złocista skórka jest chyba wystarczającą rekomendacją.

Na 8-10 pulpetów:
  • 100-150 g suchej kaszy jaglanej
  • 2x tyle wrzątku (objętościowo, nie wagowo)
  • 2 łyżki oleju/oliwy
  • sól
  • 4 łyżki prażonej cebulki
  • kminek
  • majeranek
  • Garść pokrojonego koperku
  • po pół łyżeczki słodkiej i ostrej papryki
Kaszę płuczemy wrzątkiem dwukrotnie, potem zalewamy kolejną porcją wody - tak, by było jej 2x więcej, niż kaszy. Solimy i gotujemy ok 10-15 minut (kasza ma być miękka, ale nie ma być kleikiem, bo robi się wtedy okropna w smaku), na koniec dodając olej. Cała woda powinna się wchłonąć. Po ugotowaniu dodajemy przyprawy, miksujemy blenderem i wrzucamy cebulkę z koperkiem. 
Dłonie delikatnie natłuszczamy i odrywamy kawałki jaglanego ciasta, formując kulki. Odkładamy do lodówki na pół godziny.

Na sos:
  • Pęczek szparagów
  • woda
  • 1 łyżka masła
  • 1,5 łyżki mąki
  • sól
  • 0,5 szklanki śmietanki
Szparagi obieramy, kroimy na dwucentymetrowe kawałki i gotujemy 5-10 minut (w zależności od grubości szparagów) w osolonej wodzie. Nie wylewać wody!
Roztapiamy masło, na gorące wrzucamy mąkę i dokładnie mieszamy rózgą, żeby nie było grudek. Kiedy zasmażka zacznie bulgotać, wlać szklankę wody spod szparagów i śmietankę. Zagotować, mieszając. Na koniec dodać szparagi, sól i wrzucić pulpety. Niech sobie pływają przynajmniej 10 minut (jako że nie dodajemy jajek, nie musimy drżeć o to, czy się zagotują).

Ziemiaki:

  • 1 kg młodych ziemniaków
  • sok z 1 cytryny
  • sól
  • rozmaryn
  • oliwa
Ziemniaki dobrze szorujemy, przekrawamy na połówki i przekładamy do żaroodpornego naczynia. Skrapiamy sokiem z cytryny oraz oliwą, przyprawiamy solą i rozmarynem. Pieczemy 30-40 minut w 200 stopniach (góra-ruszt), przewracając je, kiedy zbrązowieją z jednej strony.

Surówka:
  • 1/2 główki młodej kapusty
  • 3/4 łyżeczki soli
  • 1 łyżka cukru
  • sok z 1/2 cytryny
  • 2 łyżki oliwy
  • 1/2 cebuli
  • 1/2 garści koperku
Kapustę drobno kroimy lub wyręczamy się malakserem. Przekładamy do miski, zasypujemy solą, mieszamy i odstawiamy na 15 minut. Po tym czasie odsączamy z wody, która się wytrąciła, dodajemy cukru, drobno posiekanej cebulki, koperku i reszty przypraw.







niedziela, 15 grudnia 2013

Zapiekanka z brukselką

Oraz z innymi wspaniałymi rzeczami, którymi w amerykańskich filmach straszy się dzieci.
Ja tam nie wiem, jakoś nigdy nie miałam problemów z jedzeniem szpinaku, brokułów czy brukselki właśnie.
Po prostu trzeba umieć się za nie zabrać. A ta zapiekanka, oprócz tego, że jest genialnie prosta i dobra (level: Pani Kierowniczka), to też ratunek dla tych, którzy mają kilka resztek w domu i nie wiedzą, co z nimi zrobić.
Zostawiam Was z przepisem na brukselkową zapiekankę, a sama lecę się pakować do Brukseli (Haha, taki żart! Ale nie, serio.).


  • ok. 10 główek brukselczanych
  • 1 marchew
  • 1-2 cebule
  • 1 ząbek czosnku
  • 4 ziemniaki
  • Garść (łuskanych) ziaren słonecznika
  • oliwa do smażenia
  • 1/4 szklanki śmietanki (% nie ma znaczenia)
  • 2 duże łyżki masła
  • 1 czubata łyżka mąki
  • Pół szklanki mleka
  • 2 łyżeczki kminku
  • 1 plasterek żółtego sera
  • sól, pieprz
  • pomidorki koktajlowe do ozdoby (i dla orzeźwienia smaku)
Ziemniaki obieramy i gotujemy w osolonej wodzie, jak to zazwyczaj robimy.
Brukselkę dokładnie płuczemy, obieramy z brzydkich listków i zagotowujemy (nie soląc). Kiedy się zagotuje, odlewamy wodę i nalewamy świeżej (w ten sposób pozbędziemy się gorzkawego posmaku). Solimy, dodajemy połowę kminku i gotujemy do miękkości (a to już zależy od wielkości brukselki - ale to będzie pewnie z 10-15 minut).
Cebulę obieramy i kroimy w półplasterki. Marchewkę też obieramy, ale kroimy ją w całe plasterki, tylko dość cienkie. Czosnek siekamy na drobno. Wszystkie trzy warzywa z tego akapitu wrzucamy na gorącą oliwę i smażymy (nie za długo, cebula ma się zeszklić, ale marchewka raczej nie zmięknie w tym czasie).
Na suchej patelni podprażamy słonecznik. Kiedy się go pozbędziemy z patelni, roztapiamy na niej 1 łyżkę masła i chwilę smażymy na niej resztę kminku. Dodajemy mąkę i dokładnie rozprowadzamy, żeby nie było grudek. Powinniśmy mieć teraz przed oczami zasmażkę o konsystencji gęstej śmietany. Jeśli takie coś widzimy, dolewamy zimne mleko i energicznie mieszamy, odżegnując widmo mącznych grud w sosie. Mieszamy tak sobie 5 minut, aż sos zgęstnieje. Solimy go i pieprzymy, a następnie dodajemy kawałki żółtego sera, które nam się świetnie roztopią.
Ugotowane pyry dusimy tłuczkiem do pyrów, dodajemy śmietankę i pozostałą łyżkę masła, możemy też jeszcze dosolić, jeśli nam coś nie pasuje, oraz dodać koperek. Dodajemy do nich uprażony słonecznik i wykładamy to na dno żaroodpornego naczynia. Kolejną warstwę będzie stanowić cebula z marchewką i czosnkiem. Na koniec kładziemy brukselkę (jeśli jest duża, możemy ją przekroić na pół) i przykrywamy wszystko sosem kminkowo-serowym. Na wierzch możemy położyć gałązkę pomidorków koktajlowych.
Wstawiamy naczynie do piekarnika nagrzanego do 200 stopni (góra, termoobieg) na 15 minut (lub do momentu, aż sos zrobi się pięknie brązowy z wierzchu).



sobota, 23 listopada 2013

Kluski dyniowo-serowe

"Coś dużo tej dyni u nas ostatnio" - usłyszałam, kiedy spytałam Kubę, czy woli dyniowe risotto czy dyniowe gnocchi. Nie moja wina, że dynie zazwyczaj są wielkie i pękate jak ciężarne lochy i jak już zdecydujesz się na przyjęcie jednej pod swój dach, to musisz robić z niej potrawy tak długo, aż się nie skończy. Całe szczęście z dyni można zrobić wszystko, co tylko dusza zapragnie. A tych klusek pragnęła moja dusza, i pragnie ich też teraz, kiedy się skończyły.

Na 4 porcje:

  • 4 średnie ziemniaki
  • Nieduży kawałek dyni (najlepiej, gdyby po obraniu było jej tyle samo, co ziemniaków)
  • 125 g twarożku koziego (jest taka polska firma, której ser idealnie nadaje się do tego przepisu. Taki w kubeczku.)
  • 0,5-1 szklanka mąki
  • 1 łyżka oleju
  • 2 jajka
  • sól
Do podania:
  • Masło czosnkowe
  • Starty parmezan
Ziemniaki i dynię obieramy i kroimy w kostkę (szybciej się w ten sposób ugotują). Gotujemy w osolonej wodzie do miękkości. Odcedzamy i dusimy na puree. Możemy je też zmiksować w malakserze, ale wtedy ryzykujemy, że zdarzy się wypadek oraz że papka wyjdzie zbyt kleista. Kiedy puree przestygnie, dodajemy serek, olej, jajka i sól. Dokładnie mieszamy i dodajemy mąkę - zaczynamy od paru łyżek, mieszamy i jeśli gęstość nam odpowiada, to super. A jak nie, trzeba dodać jeszcze trochę mąki.. I jeszcze trochę.. Chodzi o to, żeby były wystarczająco gęste, żeby nie rozpadły się w wodzie, jak będziemy je gotować. Ale za dużo mąki sprawi, że będą twarde. Mi wyszły bardzo delikatne i puszyste (może to zasługa miksacji w malakserze).
Dajemy ciastu chwilę odpocząć, najlepiej w chłodnym miejscu, którym jest o tej porze roku balkon.
Po tym czasie zagotowujemy lekko osoloną wodę i nabieramy porcyjkę masy na łyżkę. Przy pomocy drugiej łyżki zrzucamy ciasto do wrzątku. Kluski są gotowe, kiedy wypłyną na powierzchnię.
Podajemy z masłem czosnkowym lub ziołowym i startym parmezanem.

Kluski tu bez parmezanu, ale za to w towarzystwie pomidorów z mozzarellą.



niedziela, 11 sierpnia 2013

Nadziewane pyry

Jakiś czas temu po raz pierwszy doceniłam bycie inwigilowaną przez fejsbuka. Otóż zasugerował mi on polubienie strony pewnej biblioteki internetowej, gdzie znalazłam oszałamiającą ilość książek kucharskich z XIX i początków XX wieku. Pomijając już same genialne przepisy, to ich język chwyta mnie za kochające archaizmy serduszko.
Jedna z książek poświęcona jest wyłącznie kuchni jarskiej. Gdybym starała się ugotować coś dokładnie według tamtych instrukcji, jedzenie byłoby bez soli i przypraw. Ale ja nie z tych.
Najbardziej rzucił mi się w oczy przepis na ziemniaki nadziewane grzybami. A potem na zupę z piwa ("piwo brunatne pół na pół z wodą, osłodzone nieco, gotuje się wraz z chlebem i z kminkiem (karolkiem), przeciska wszystko przez przetak i dodaje jeszcze cukru wedle upodobania"), ale może niekoniecznie chciałabym ją wypróbować :)
W każdym razie - pyry nadziewane grzybami i te z soczewicą wymusiły na Kubie szereg pomruków zadowolenia. A na Kasi przyznanie, że ta kuchnia jarska wcale nie jest taka nudna. No nie jest.

Porcja na 2 osoby i Zohola:

  • 12 sporych ziemniaków
Nadzienie grzybowe:
  • 250 g kurek lub innych grzybów
  • 1 mały por
  • kwaśna śmietana
  • sól i dużo pieprzu
  • masło
Nadzienie soczewicowe:
  • 2/3 szklanki soczewicy (przed ugotowaniem)
  • 1 ząbek czosnku
  • masło
  • śmietana
  • sól
  • koperek
Wyszorowanym ziemniakom trzeba obciąć kapelusiki i wydrążyć je w środku, tak, żeby zostały, powiedzmy, trzymilimetrowe ścianki. Ale błagam, naprawdę, nie mierzcie linijką. Wydrążone pyry wraz z kapelusikami podgotowujemy chwilę, żeby szybciej potem zmiękły w piekarniku. Jako że są puste w środku, powinny im wystarczyć 2-3 minuty od zagotowania. Potem przelewamy je zimną wodą, żeby się nie poparzyć, jak będziemy je nadziewać. Z pozostałych z drążenia kawałków ziemniaków możemy zrobić plyndze ;) albo wyrzucić, jeśli nas stać.

Grzybowe nadzienie:
Pora kroimy w bardzo drobne ćwierćplasterki i wypłukujemy z nich piach. Podsmażamy na maśle i solimy, dorzucamy kurki, któreśmy uprzednio dobrze umyli i drobno posiekali. Smażymy razem około 5 minut. Na koniec dodajemy kwaśną śmietanę, sól i pieprz.

Soczewica:
Soczewicę płuczemy i gotujemy bez soli (najlepiej ją wcześniej kilka godzin namoczyć, ale jeśli nie mamy na to czasu, to trudno) około pół godziny. Trzeba niestety sprawdzać, czy już jest dobra, bo różne soczewice mają różnie. Po odcedzeniu dodajemy sól (strączki nie lubią gotować się z solą, bo nie chcą zmięknąć), przeciśnięty czosnek, łyżkę masła, dwie łyżki śmietany i koperku wedle uznania.

Powyższymi nadzieniami (lub innymi) napełniamy podgotowane ziemniaki. Przykrywamy je kapelutkami i jeśli zostało nam chociaż trochę sosu grzybowego, rozcieńczamy go śmietaną i polewamy ziemniaki. Można posypać je też ziarnami słonecznika albo orzechami.
Dla urozmaicenia upiekłam też kilka poćwiartowanych cebul, polanych oliwą i posypanych solą z przyprawami.

Kapeluszniki przed upieczeniem

I po.


niedziela, 14 lipca 2013

Plyndze z paprykarzem z kurczaka

Kuba wyjechał na wakacje, mogę przemycić na bloga mięso!
Że kocham placki ziemniaczane, tego chyba nie muszę przypominać. Ziemniaki to takie wdzięczne warzywa, dostępne cały rok, tanie, można je zrobić na milion sposobów.. A my prawie zawsze je tylko gotujemy. Muszę zrobić jakąś akcję promocyjną pyrów, węglowodany są super. :)
Paprykarz z kurczaka chodził za mną od tygodnia, dlatego zapowiedziałam na fejsie węgierski przepis. Dzisiaj wreszcie się udało, więc ten... hajrá, Magyarország!
(Zwłaszcza, że Kuba pojechał na Słowację, a każdy Węgier wie, że nie ma takiego kraju, i kasza to nie jedzenie, Słowak to nie człowiek*).

Plyndze robimy według tego przepisu.
A do sosu, którym najedzą się 4 osoby, będziemy potrzebować:

  • pół kilo piersi kurczaka
  • 2 duże cebule
  • 2 łyżki słodkiej papryki w proszku
  • 2 świeże papryki
  • 3 pomidory bez skórki
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżeczka ostrej pasty paprykowej albo ostrej papryki w proszku
  • 3 łyżki kwaśnej śmietany
  • sól
  • olej
Czyli skład taki sam, jak do hortobágyi palacsinta. Przygotowanie właściwie też, pomijając akapit o napełnianiu farszem naleśników. Ale jak ktoś nie chce skakać z przepisu na przepis, to paprykarz zaczynamy przygotowywać tak, jak każde węgierskie danie: od podsmażenia pokrojonej w kostkę cebuli na oleju, zdjęcia jej z ognia i posypania słodką papryką. Wrzucamy do tego mięsiwo, też pokrojone i też w kostkę, takoż potraktowaną paprykę i pomidory, sól i dusimy pod przykryciem 20 minut. Potem zdejmujemy przykrywkę, pozwalamy sosowi się zredukować, na koniec dodając ostrą paprykę, czosnek i śmietanę. Kiedy polejemy sosem plyndze, powstanie nam znany z barów mlecznych placek węgierski, chociaż z plyndzami na Węgrzech się nigdy nie spotkałam.

Placek węgierski raz, prosz!


*Nie mam zamiaru nikogo obrażać, to autentyczne węgierskie powiedzenie - A kása nem étel, a tót nem ember.

sobota, 1 czerwca 2013

Gulasz* wegetariański z galuszkami

Z gwiazdką, bo połączenie słów "gulasz" i "wegetariański" to oksymoron. A ten przepis z prawdziwym gulaszem ma wspólną tylko paprykę, cebulę i ziemniaki :)
Prawdziwy gulasz to zupa z wołowiny (hungarystyczny smrodek pseudonaukowy: gulyás leves to dosłownie zupa pasterzy opiekujących się bydłem), ale na stypendium w Budapeszcie byłam znana z tego, że robiłam paprykarze, gulasze i pörkölty z jogurtu ;) No co, mięso jest drogie.
Gotowanie bezmięsnego gulaszu w akademiku miało, oprócz oszczędności, jeszcze ten plus, że nie trzeba było długo stać nad garnkiem w kuchni, w której dłuższe przebywanie groziło utratą apetytu.

Wczoraj zrobiliśmy go z Kubą z okazji piątkowego czwartingu i jak zwykle połączenie czosnku i papryki + galuszki (takie węgierskie kluseczki, chociaż Maciej będzie pewnie dowodził, że są słowackie, ale co on tam wie...) nas nie zawiodło.

Na 4-5 porcji:

  • 2 duże cebule
  • 1 czerwona papryka
  • 2 duże ziemniaki
  • 1 duża marchewka
  • 3/4 słoiczka przecieru pomidorowego / puszka pomidorów / 2-3 pomidory bez skórki, pokrojone
  • Pół litra wrzątku
  • słodka i ostra papryka w proszku
  • olej do smażenia
  • kminek
  • 5-6 łyżek kwaśnej śmietany / jogurtu greckiego
  • 2 ząbki czosnku
  • sól
Cebulę kroimy w kostkę i szklimy na rozgrzanym oleju. Solimy, zdejmujemy z ognia, wsypujemy słodką paprykę w proszku i mieszamy. Wlewamy wrzątek, stawiamy z powrotem na ogniu, dodajemy pokrojoną w półplasterki marchewkę i ziemniaki pokrojone w dużą kostkę lub księżyce. Kiedy się całość trochę podgotuje, dorzucamy pokrojoną w kostkę paprykę i gotujemy do miękkości. Dodajemy przecier pomidorowy i - jeśli jest taka potrzeba - uzupełniamy odparowaną wodę. Przyprawiamy kminkiem, ostrą papryką i jeszcze solą, na koniec dodajemy śmietanę lub jogurt, wyciśnięty czosnek i galuszki.

Na galuszki:

  • 1 jajo
  • szklanka mąki
  • 1/3 szklanki wody
  • sól
Mieszamy powyższe składniki, żeby powstało nam bardzo gęste ciasto bez grudek. Jeśli jest zbyt lejące się, dodajemy mąki, a jeśli można w nim zatknąć łyżkę, dolewamy trochę wody.
Gotujemy w garnku wodę i na specjalnej tarce (takiej płaskiej, z większymi oczkami, niż tarka np. do marchewki) przecieramy ciasto do wrzątku*. Jeśli nie mamy takiej tarki, to można spróbować je zrobić, jak lane kluski, czyli stopniowo wlewać ciasto do wrzątku, ale cały urok galuszek polega na tym, że są małe :) Kiedy wypłyną na powierzchnię, można je zbierać.
* Można też kluski lać bezpośrednio do zupy, ale moim zdaniem są wtedy mniej zwarte. Lubimy zwarte.


Rozkosznie pływają sobie galuszki w gulaszku.

Trochę już wyeksploatowany przyrząd do galuszek, w zestawie ze szpachelką.



sobota, 11 maja 2013

Plyndze.

Czyli, dla tych spoza Poznania, placki ziemniaczane. Jedna z moich ulubionych form ziemniaka. W dzieciństwie znałam wyłącznie wersję na słodko i do dzisiaj pamiętam, jak kiedyś oczy wyszły mi na wierzch, kiedy poczęstowana plackami, posypałam je sobie obficie cukrem, a po ugryzieniu moje kubki smakowe doznały porażającej mieszanki smażonej cebuli z cukrem.
Na szczęście to doświadczenie nie było traumatyczne, dzięki czemu teraz jem plyndze tylko wytrawne (choć słowo "wytrawne" pasuje do tych prostych placków jak pięść do nosa).
Zawsze robiłam je z dodatkiem jajka, ale dzisiaj przypomniała mi się rada Babci, że te bezjajeczne są bardziej chrupiące. A teraz mądrość ode mnie - Babcie mają zawsze racje, przynajmniej jeśli chodzi o kuchnię.

Na ok. 10 plyndz(ów):

  • Nieco ponad pół kilo ziemniaków (surowych)
  • sól
opcjonalnie:
  • 1 duża cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka papryki w proszku (kogoś jeszcze dziwi papryka w prawie każdym moim przepisie?)
  • Pół łyżeczki przyprawy meksykańskiej 
Ziemniaki wrzucamy do malaksera albo, jeśli jesteśmy amiszami, trzemy na tarce na papkę. Wykładamy ją na sito i czekamy 10-15 minut, aż odcieknie woda. Możemy je posolić i na tym poprzestać z doprawianiem lub dodać resztę - w tym celu miksujemy (lub kroimy w drobną kostkę) cebulę i czosnek. Łączymy z odsączonymi ziemniakami. Przyprawiamy i smażymy niezbyt grube placki z obu stron na brązowo, na dobrze rozgrzanym tłuszczu (bardzo "piją" olej, więc trzeba będzie dolewać w trakcie smażenia). Wykładamy na papierowy ręcznik, żeby odsączyć.

Dla mnie kwaśna śmietana i słodka, mielona papryka na wierzchu to obowiązek, ale z pörköltem albo innym wyrazistym sosem są też wspaniałe.

"To najlepsze plyndze, jakie kiedykolwiek jadłem"
   - Jakub, 24 l.       


sobota, 13 kwietnia 2013

Kofta i sos do niej.

Tydzień przeleciał, nawet nie wiem, kiedy. Nazbierało się trochę zaległości w dodawaniu przepisów, więc bez zbędnego przedłużania podaję przepis na mój ulubiony bezmięsny obiad. Kofta sama w sobie szału nie robi, ale ten sos mogłabym jeść codziennie, do wszystkiego.
Wczorajszy dzień w pracy upłynął na myśleniu o tym, że zrobię koftę, a dzisiejszy - na żałowaniu, że nie zjadłam więcej ;)
Ok, teraz naprawdę już nie przedłużam.

Kofta składa się z:
  • 2-3 ugotowanych, niedużych ziemniaków
  • 1 kostki twarogu śmietankowego
  • soli
  • 1,5 łyżeczki curry
Ziemniaki rozgniatamy z serem na gładką masę, doprawiamy solą i curry. Z masy kulamy klopsy (jeśli ciasto nie chce współpracować i np. przeraźliwie się lepi do rąk, tak jak mi wczoraj, dodajemy trochę mąki i bułki tartej. Zazwyczaj jednak się nie lepi - nie wiem, może jakieś lewe ziemniaki kupiłam...). Klopsiki panierujemy w jajku i bułce tartej, smażymy na rozgrzanej oliwie aż panierka zbrązowieje.

A teraz mój sekretny przepis na najlepszy sos pomidorowy:

  • 50 ml oleju
  • 3-4 łyżki wiórków kokosowych
  • puszka pomidorów (w sezonie 2-3 świeże, sparzone, bez skórki)
  • łyżeczka zmielonego kuminu (kminu rzymskiego)
  • kawałek (1-1,5 cm) startego imbiru
  • sok z połowy cytryny
  • chili albo pieprz
  • 1 ząbek czosnku
  • sól
  • 2-3 łyżki śmietany (jeśli się nie dodało cytryny, to można użyć kwaśnej, ale polecam jednak i cytrynę, i słodką śmietanę)
  • ewentualnie łyżeczka cukru
W garnku rozgrzewamy olej, następnie wrzucamy wiórki kokosowe i chwilę (krótką! szybko się palą) smażymy, dodajemy pomidory (z rozwagą, bo będą niemiłosiernie pryskać na wszystkie strony), sok z cytryny, rozgnieciony czosnek, imbir, kumin i chili. Chwilę gotujemy i  traktujemy blenderem, potem dodajemy śmietanę i doprawiamy solą. Jeśli jest zbyt kwaśny/za mało wyrazisty, możemy dodać trochę cukru, ale doświadczenie mnie uczy, że jak go odstawimy na chwilę, żeby się przegryzł, to magicznie robi się słodszy sam z siebie :)


Kofta dokładnie przykryta sosem + dodatki (ryż i koniecznie jakaś surówka, u nas wczoraj była nią mizeria. Mizeria była też dodatkiem, kiedy pierwszy raz robiłam koftę i wlokłam ją przez całe miasto w nowiutkiej torbie, oczywiście skończyło się to zalaniem wszystkiego w torbie śmietaną. Dobra rada: mizerię bez katastrofy transportuje się tylko w szczelnym słoiku.)

I znowu jestem głodna...


P.S. - w następnym odcinku pizza-niespodzianka :)

drukuj